wszystkich wpisów: 22

...::: kliknij w księgę, aby zobaczyć wpisy :::...

www.rymacze.pl
Menu Tematyczne
www.rymacze.pl
Pomagam Rymacze
www.rymacze.pl
Polecamy
www.rymacze.pl www.rymacze.pl

Za Bugiem krętołzawym,
łęgami z tańcem jaskółek
- za wiśniowymi sadkami
i jeziorem, jak rybie Oko.
Rozścielone, jak weselna chusta
w dzikie róże, jagody jałowca
z słowikiem, gdy miłośnie płacze.
Sześćset lat na mapach Wołynia

- wieś królewska,
polskie Rymacze.

Krzysztof Kołtun

Chełm 2012 r.

www.rymacze.pl
www.rymacze.pl
VI Ogólnopolski Zjazd Kresowian z Ziemi Lubomelskiej i Wołynia

--- Rymacze & Chełm 2014 ---

dział: Zjazdy Kresowe Odsłon: 266

data zjazdu: 3-4 maja 2014

fotografie: Maria Choduń & Rafał Kołtun

dzień 1 3 maja 2014

(Rymacze, Luboml, Wiszniów)

3 maja 2014 r. zbieraliśmy się po świcie do Rymacz. Krzyż z Darłowa przywieziony - wyszykowany, światło na groby, kwiaty, zajmanki z jedzeniem na podobiadek i wzruszone serca. Jedzie nas ponad 80 osób. Dwie pielgrzymki w jednej Wołynianie z Pomorza i tutejsi, z nad Bugu. Od wczoraj jest wzruszające zamieszanie w wielu Rodach w Chełmie i okolicy. Trwa VI Ogólnopolski Zjazd Kresowian Ziemi Lubomelskiej i Wołynia. Przyjechali najstarsi z Przystaw, Języczek, Darłowa i ich potomkowie. Odwiedzali cmentarze w Kamieniu, Chełmie, Żdzannem, Brzeżnie, Dorohusku, Żmudzi - szukając rodowych grobów a potem gościny u swoich, nie rzadko dzisiaj poznanych krewniaków, których dzieli czas, historia i odległość ponad 700 kilometrów drogi.

Po drugiej stronie Buga...

Po przekroczeniu granicy, (mimo stanu wojny na Ukrainie) niektórzy bali się jechać i pojechali - 22 osoby do Kodnia. Pojechali śladami rymackich pielgrzymek sprzed wojny. Panuje normalność i porządek. Tylko straż graniczna ukraińska z bronią w Jagodzinie, miesza rozmyślania... Wstąpiliśmy wyjątkowo na Nowiny. Chutor niegdysiejszy, rymacki, gdzie przed wojną było 6 gospodarstw Polaków z Rymacz, osiadłych tutaj po wielkiej komasacji gruntów po 1920 r. Na Lewczukowe podwórko - Józefa zamordowanego przez Ukraińców z Wiszniowa w lutym 1944 r. gdy wracał sańmi z Lubomla od chorego Pawła Lewczuka (bratanka, garbatego) ze szpitala - zwaliło się czworo wnuków, troje prawnuków i pra-prawnuków - cała familia Lewczukowa. Lewczuki z Przystaw, byli tu po raz pierwszy - ze łzami w oczach. Dziadkowy sad, jabłonie kwitną - zostało jeszcze 8 i 3 stare grusze. Wszystkie drzewa mają ponad sto lat. Józef je sadził z Walerią z Sawoszczuków, jak zakładali tutaj sadybę. Tutaj wychowała się moja mama Stanisława Lewczuk - późniejsza Kołtunowa po Jagodzińskim rodzie... Nie tylko jabłonie kwitną, jest jeszcze ogródek Stasin, dawne zimowe kwiaty kępami rosną a wśród nich staroświecka, sinobordowa piwonia... Pokazuję im - gdzie stał dom duży, nowy - cztery pokoje, kuchnia, sień na dwie strony i komora - wszystko z okiennicami w wołyńskim stylu. Gdzie była stodoła na dwa toki, obora dla bydła, chlew świński, kurnik i dwa ogrody - ten kwietny i warzywny a za nim wiszniowy sadek i pasieka Stacha, na 40 pni pszczelich i ten sad jabłonny i gruszny - były tez czeresznie szczepione i brzoskwinia wypisana z ogrodów w Wilnie - gdzie gospodarz zaciągnowszy długi w 1921 r w wileńskim banku - spłacał je rzetelnie i latem 1939 r. wypłacił resztki...

Ten dziadkowy okólnik śni mi się po nocach, tysiąc razy mama opowiadała sceny stamtąd. Deńki z dziewczynami (przędzenie lnu), międlenie konpoii za drewutnią , łuskanie grochu na przyzbie... Wreszcie zajazdy gości, handlarzy po konie, całe procesje Ukraińców z krowami do byka - bo w gospodarstwie Lewczuków był zarodowy byk wagi ponad 700 kg, bułany rasy holenderskiej, kupiony niegdyś cielęciem w Ołyce ze stada Radziwiłłów, gdzie Józef zwykł na końskie targi jeździć i handlować kasztanami z nad Bugu - daleko w głębi Wołynia.

Wreszcie wesele rodziców, jesienią 1941 r. w wojnę, w listopadzie - gdy Niemcy wybierali młodzież rymacką na roboty przymusowe do Szwabii - w ciągu trzech sobót i niedziel, było ponad 70 ślubów. Ks. Brajczewski, mówił do młodych - że mu ręce odpadają , tak już z sił spadł... Wyżenili się wszyscy, nawet ci bez zamiaru, ślepych, kulawych, jaki kto był - poniosło go do ołtarza, bo Niemcy z dobrej zasady żonatych - nie zabierali na roboty - tylko wybraną młodzież. Kościół na niektórych, którzy pierwszy raz poklękali - zrobił mieszane wrażenie. Widziałem... Mówili... Szemrali... Ikony kijowskiej cerkwi i nasze obrazy, wymieszane - jak nigdy dotąd w historii. Ta wspólnota, trwa już kilka lat Ksiądz Roman - prawosławny, który mieszka tutaj z rodziną niedaleko stacji (popadia i dwoje małych dytej) poświęcał nasz krzyż przywieziony z Przystaw, na procesje. Dar od Lewczuków, ze stolarni Waldemara Lewczuka, prawnuka zamordowanego Józefa Lewczuka. Scena była wzruszająca - krzyż oparli o ołtarz, modlitwy polskie i ruskie, święcona woda stanęła słupem na krzyżu, dużymi kroplami i tak zastygła. To łzy naszych Przodków, którzy płakali odjeżdżając stąd - wygnani z rymackiego kątka w świat w 1945 r. Potem była adoracja krzyża - wszyscy podchodząc - ucałowali poświęcone drzewo krzyża. Niech nas wszystkich, gdziekolwiek jesteście - strzeże i zbawia Kryż Chrystusa, naszego Pana i Króla... Mszy św. nie było w Rymaczach - ks. Jan musiał być w katedrze w Łucku na święceniach diakonackich. Z Chełma natomiast - proszonych 15 księży - żaden nie kwapił się pojechać z posługą... Takie dzisiaj z dobrej woli kapłaństwo w Polsce!

Rymacki cmentarz

Cmentarz - najbardziej drogi nam pagórek w Rymaczach. Każdy tam staje jak wryty - każdy ma tam swoich Przodków i ta wzruszająca, zbiorowa mogiła ponad stu żołnierzy polskich z 1944 r. groby pomordowanych ponad 80-ciu osób z Jankowiec, ponad 100 osób z parafii rymackiej, pobitych przez Niemców i Ukraińców w czasie II wojny światowej... Ile tam nakładzione polskich kości? Mój Boże polituj... Później wieś, szkoła, chutory, jezioro - jak to wszystko ogarnąć w cztery godziny po 70-ciu latach u niektórych pielgrzymów z Pomorza? Mózg pęka i oczy wyłażą... To nie żarty, dźwigać takie ojczyste kamienie... A zarazem mieć aniołowe skrzydła i tutaj chcieć wracać... To już dar od Boga. Potem Lubomi przed kościołem, cmentarz, rynek po Branickich, apteka Rodziewicza z której wszystko leczy cudowniej! Zamoroka... W drodze na powrót, zajechali do cerkwi w Wiszniowie. Tam są punickie obrazy, naszych współbraci - chociaż sama cerkiew moskiewska od 1865 r.

Zadziwiające, że po 65 latach od osiedlenia tam, wciąż łączą się dawne rody i młodzi poznają krewnych. Wśród chełmskich delegatów był Zespół Śpiewaczy Sielanki z Sielca i kapela Pelagia z Ryk - Pawła Warownego. Z Mazowsza, od czasów królowej Bony ciągnęli osadnicy na Wołyń - stąd ich obecność i zrozumienie kresowej kultury. Z Pomorza wystąpiły Zespoły: Czeremcha z Wiekowic, Wrześniczanki z Wrześnicy, Ostrowianie z Ostrowca, Wrzosy z Warszkowa, Czerwone Korale z Dobiesławia, Zespół Zalesie z Mścic. Podczas koncertów, swoje wiersze deklamowała poetka ze Sławna, rodem z Wołynia - Pani Danuta Siwiec. Organizatorami byli prezesi Towarzystw Jerzy Krzyżanowski z Jeżyczek i Krzysztof Kołtun z Chełma. 7 50 km drogi, wspólne korzenie rodowe, pieśni i czar spotkania po latach to atuty więzi, które zapowiadają kolejny Zjazd w 2014 r.

dzień 2 4 maja 2014

(Chełm)

Ziemia Lubomelska i jej Potomkowie...

VI Zjazd już się odbył. Większość się rozjechała po Polsce i świecie. Czar wspomnień. Byliśmy na Wołyniu 80 osób i 22 w Kodniu (bo nie wszyscy Pomorzanie mieli paszporty, wystraszyła ich wojna na Ukrainie). Odwiedziliśmy cmentarze w Kamieniu, Brzeźnie, Dorohusku, Chełmie, Zdzannem. Krewnych, dawnych sąsiadów, starych i młodych, spotykaliśmy się przez trzy dni - a łączył nas Wołyń.

A zaczeło się tak...

Początek był w Roku Wielkiego Jubileuszu. Mama moja śp. Stanisława Kołtun zachęciła mnie do organizacji Zjazdu. "Synu, Wielki Jubileusz, zrób coś takiego, żeby świat zapamiętał nas pokrzywdzonych Wołyniaków" powiedziała mi w podróży do ulubionego Kodnia, na Wniebowzięcie w 1999 r. Całą sumę myślałem o tym, nieprzytomnie szarpiąc się z myślą, co mam zrobić, jak wykonać polecenie Matki. W drodze powrotnej - powiedziałem. Mamo - będzie Zjazd Wołyniaków. Wiesz gdzie - w Pławnicach! Tam jest nasz święty Izydor. On czeka na nas, spojrzała na mnie dumnie i długo wycierała łzy modląc się w ciszy... Pojechałem na spotkanie Rady Gminy do Kamienia. Ówczesny wójt Stocki (rodem, po mieczu z Jagodzina) zgodził się bez wahania. W wielki, jubileuszowy rok 2000 - będzie zjazd w małej, nieznanej nikomu wsi Pławnice koło Chełma, Zjazd Ogólnopolski. Wszystko się udało. Ludzi była ogromna liczba. Wieś zaangażowała się różnorodnie. Przygotowano nawet okolicznościowe muzeum w klasie szkolnej - z pamiątek ocalonych z Wołynia. Znakomity ks.Puzon, jak rąbnął kazanie - łzy lały się ciurkiem. Śpiewał Zespół Lechici i 120 innych wykonawców, w tym zespół Lubawa z Lubomla. Zjazd miał zwolenników i przeciwników. Wzmorzono kontrole MPGK - były niesłuszne mandaty jadącym na zjazd. Komuniści, nie przespali - szaleli. Wreszcie - wyłączono prąd, pod pozorem pożaru w Brzeźnie. Koncet bez prądu trwał 6 godzin. A Pan Bóg zesłał plagę komarów i cierpliwych ludzi, którzy trwali od południa do wieczora słupem. Wszystko pamiętam i wszystkim dziękuję. Dyr. Muzeum w Zamościu J. Kondraciuk - poprowadził sesję naukową - o cudownym obrazie Matki Boskiej Loretańskiej z Lubomla. L. Popek - mówił o ludobójstwie i zgładzie parafii Ostrówki. Był najazd poetów, dziennikarzy, historyków. Wieś nigdy już potem nie przeżyła czegoś podobnego. Chwała wszystkim. A potem milczenie - trwało zjazdowe aż 10 lat. W 2010 r. zjazd wrócił do Chełma. Potem przeniósł się na Pomorze dwukrotnie - w okolice Darłowa gdzie po 1945 r wygnańców z Wołynia, przesiedlono na obiecaną ziemię. Pojechała w ciągu kilku lat, większość Wołynia - rybackich i lubomelskich Rodów Lewczuków, Kołtunów, Kupraczów, Mordaczów, Sawoszczuków, Iwańczyków, Stachniuków, Prończuków, Grabowskich, Tołyżów i ok. 150 innych, starych wołyńskich Rodów.

Sobota w Rymaczach...

Takim tytułem nazwałem koncert zjazdowy. Był cudny i staropolski. Grało dwie kapele na przemian z Wiekowic koło Darłowa (dwoista), pięcioosobowa Kapela Kawalerka z nad Buga. Takich ich nazwałem i poszło w eter, bo wcześniej nazywali się za skromnie i nie wiele z tego było - ot, Pogodna jesień... Śpiewały śpiewaczki z Pomorza, najstarsze kresowe pieśni, Sielanki z Sielca, wołyńskie pieśni weselne - a zjazdowicze, co tylko popod światem (jak mawiali ówcześniej w Rymaczach):

Dobrze w Hameryce,
jak idzie rubota,
A lepiej w Rymaczach,
jak przyjdzie subota.

Bo od 1905 r. kilkunastu bogatszych gospodarzy (kogo było stać na podróż do Amerki) pojechało tam się dorabiać, by potem dokupić ziemi. Pojechał i mój pradziad Stachniuk Franciszek. Był 6 lat. Zarobił dobrze. Ale ostatniego dnia na farmie, po kolacji - nowi parobcy z kieleckiego - zobaczywszy, że ma walizkę dolarów i gotowy do drogi - zabili go. Przepadły dolary. Maja babcia Marynia, wraz z braćmi - osieroceni, długo biedowali w komornem w Kocurach. Ach losy, losy...

Dobrze w Hameryce,
jak ludzie wiatajo,
A lepiej w Rymaczach,
jak skrzypeczki grajo.

Pierogi piekli w Sielcu - koniecznie z kaszo, dawne, pachnące -babcinymi neckami. Przekładańce i zawiańce w chełmskich domach z kresową kuchnią. Podawali "sosnówkę" i "dereniówkę" co najlepsze i najsmaczniejsze trunki. Na skosztowanie.

"Jedzcie, pijcie, maczajcie - czego nie ma, to wybaczajcie" mówiłem, jak zawsze z humorem, szukając w pamięci babci Maryni dobrotliwych rąk, dzięki którym "jestem poetą" Opowiadali, płakali, cieszyli się. Najmłodsza Rózia (Rozalka), miała 10 m-cy a najstarsi powyżej 90 lat, poprzyjeżdżali, poschodzili się o własnych siłach - dając mi reprymendy, a to, a tamo, a nie tak, a trzeba było po naszemu... Trzeba było. Tylko ja to wszystko robie społecznie, sam nie wiem kiedy i ile duchów mi w tym pomaga. Przecież sam nie zrobiłbym tego, o nie.

Były tez słynne urodziny. Tak wypadło. Emilki z Sielca, kończyła 14 lat. Od roku śpiewa z siostra z sielankami i cieszyła się , że do bazyliki na niedziele, dali jej stuletnia burke (spódnice, pasiak) po prababce ze spalonych i wymordowanych Kątów prze UPA w 1943... Jak to ocalało i przydaje się...

Tort od rodziców smakował luksusowo. Dziękujemy Emilce. Powodzenia. A za to jej przywiązanie do rodu, wyciagnełem dwie białe szelinówki (kacapki) z babcinego kufra i szlachiły się na sumie dziękczynnej w bazylice.

A moje wesele,
na Wołyniu będzie,
Na moim weselu,
Pan Radziwiłł będzie...

Krzyże

Przywieźli wołyńscy Pomorzanie dwa krzyże, procesyjne. Dar do Rymacz i Lubomla. Za żywych i pomordowanych. Wykonał je i ozdobił w swojej stolarni Waldek Lewczuk w Przystawkach. Rymacki, już stoi w kościele-cerkwi w Rymaczach a lubomelski, poświęcony - został w bazylice w Chełmie. Powiozą go pielgrzymi na Trójcę do Lubomla. Na cmentarzach rymackim i lubomelskim - niewiele krzyży. Ukraińcy, porąbali, spalili w mroźne zimy dębowe krzyże naszych przodków, piaskowce pobili i rozwieźli na fundamentu kołchozkich obór. Została podeptana święta ziemia cmentarzy, nie raz, nie dwa. Ale jest, choć w Lubomlu, na nowym cmentarzu z okresu międzywojennego - pobudowali jakiś zakład w latach osiemdziesiątych - splajtował zaraz. I tak stoi. A po Branickich kaplica z czarnego marmuru, jakby przepadła? Przepadło tam wszystko - a my mamy tyle dziedzictwa, co w duszach. Ludzie się dziwią, jacy jesteśmy zakręceni, chec nam się tam jeździć, podnosić ruiny, wykosztowywać. A tak, bo ludzie z Kresów, są inni - tym się różnimi od miejscowych... Żeby i Wam się chciało chcieć (mawiał Wyspiański) nawet Chełm byłby inny!

Święty Jan Paweł - Patronem Zjazdu

Obraliśmy Go Patronem bez wahania. Zawsze nam towarzyszy po świecie. My wiecznie podróżujemy, nas coś nosi po świecie. To się ma w duszy, w genach. Pomorzanie wołyńscy - płakali przed pomnikiem Jana Pawła. Jakby czekał tutaj na nich. Wydaliśmy okolicznościowa pocztówkę, którą już Monitor prezentował natychmiast w USA. Zaprojektowano ją w Krakowie. Na Zjeździe mówiło się dużo o świętym Papieżu. Niektórzy z naszych, powracali dzień wcześniej z Rzymu z kanonizacji. Wszystko naraz - mówili, ale damy radę! To Wojtyła nas uczył i prosił - sami dokumentujcie własną historie! Świat na to oczekuje. My się staramy każdego dnia - od małych po starych - służyć Ojczyźnie.

Pamiątki i sława

Na procesję przy bazylice na Górce Chełmskiej - wynieśliśmy naszą chorągiew - fundacji wołyńskich Rodów z 1985r. z obrazem Matki Bożej Mielnickiej i św. Andrzeja Boboli i dwa wołyńskie, starutkie feretrony. Nasi dziadkowie z resztkami dobytku, po spalonych domach rodzinnych (moich rodów) przywieżli je końmi, furmankami przez Bug w 1945 r. Nie było łatwo - i nie jest! Ale cząstka dziedzictwa ocalała. Ludzie się dziwią , Ci małego serca... A my mamy swoje z Jagiełłowego kościoła z 1412 r - po przodkach naszych - trzy feretrony na górce. Mamy je na starych fotografiach z Lubomla i Rymacz, cudem dotrzymanych do dzisiaj, Nasza wirtualna wieś www.rymacze.pl ma je i inne skarby. Mamy w planie - otwarcie kolekcji wołyńskiej przy Muzeum, ale tylko jako depozytu - Jeśli się dogadamy i urzędami. Pytaliśmy samych siebie - gdzie będzie kolejny Zjazd. Tym razem Jerzy Krzyżanowski z Jeżyczek na Pomorzu - nie wyznaczył miejsca, scedując to na przyszły czas i na młodych. Niech tak będzie...

xxx

Zostaw swoją ocenę

a jeśli masz jakieś pytania... napisz

xxx

z Wołyńskim ukłonem

Krzysztof Kołtun

autor

xxx

© Copyright by www.rymacze.pl
projekt i wykonanie:
Jacek Czerpak: 2005 - 2012
Rafał Kołtun 2013 - Kopiowanie i rozpowszechnianie fotografii, treści bądź jakiegokolwiek
elementu niniejszej strony bez zgody właścicieli strony - zabronione.