----------------------------------------
Za Bugiem krętołzawym,
łęgami z tańcem jaskółek
- za wiśniowymi sadkami
i jeziorem , jak rybie Oko.
Rozścielone, jak weselna chusta
w dzikie róże , jagody jałowca
z słowikiem, gdy miłośnie płacze.
Sześćset lat na mapach Wołynia
- wieś królewska,
polskie Rymacze.


Krzysztof Kołtun
Chełm 2012 r.


Rymacze

Zjazdy Kresowe

Polecane

Stroje

Literatura

!!! Uwaga !!!

Poszukujemy Rodów, Potomków z Rymacz i okolic. Więcej w zakładce "kontakt"




















premiera książki 29.12.2016, foto: Rafał Kołtun



Zapowiedziana późną jesienią 2016 roku ostatecznie pojawia się w przedostatni dzień grudnia. Książka wyczekiwana, opowiadająca najtrudniejszy rok życia Polaków na Wołyniu w XX wieku. Rok 1943 - apogeum ludobójstwa dokonanego podstępnie, w bestialski sposób na Polakach mieszkających tutaj od XIV w. przez UPA i sąsiadów Ukraińców z okolicznych wsi. Kilkanaście starowiecznych, polskich, katolickich wsi: Borki, Czmykos, Jankowce, Kąty, Kupracze, Terebejki, Rakowiec, Równo, Ostrówki, Wola Ostrowiecka... I kilkanaście chutorów (kolonii) spalonych i wymordowanych - przestało istnieć.

Na współczesnych mapach Wołynia, nikt nie doszuka się tych nazw. Ukraińcy po zamierzonym i dokonanym ludobójstwie: dokładnie posprzątali "po wyryzanych Lachach" - dopalili chaty, zasypali studnie (często z trupami dzieci i kobiet) wyrwali z korzeniami sady, mostki, groble rozkopali, sadzawki (do moczenia wozów i beczek) zasypali piachem, poodwracali drogi, rozorali ścieżki - nawet trakt od mostu na Bugu w Dorohusku - położyli nowy i to tak, żej jak "Polaczki pryidut i budut szukaty batkiwszczyny, to ny najdut - boj tut możej jej nykoły ny buło???"

Przyjechaliśmy po pół wieku! Za pozwoleniem Moskwy i upokorzonego Kijowa! Wróciliśmy na "swoje zagony" i choczby jedna łoza, jabłonka z sadku, pare cegieł z podmurówki sadyby polskiej - jedna chmarka na niebie nad podwórzem - to późne wnuki (z opowieści babczynych) i tak odnajdą ojcowiznę.

Książka ta kosztowała mnie 30 lat dojrzałego życia, które Pan Bóg podarował mi spędzić wśród wygnańców spod lubomelskich wiosek. Żyłem z nimi, karmiąc się ich mową (gwarą wołyńską) modlitwami, pieśniami i nieutulonym żalem. Ta gorycz życia zamknięta w ich codziennym trudzie, po 1945 roku i przymusowym wysiedleniu Polaków z Wołynia z resztkami ocalonego dziedzictwa kultury materialnej (po pradziadach) - zaszczepiła mnie ciekawością ich losów. Mając lat osiem - na pierwszy bal przebierańców (choinkowy) babuszka Marenka Błażikowa (matka ojca) podniosła wieko posażnij "skreni" i wyciągnęła koszulę z wyszywaną zapazuchą i czerwoną krajkę (która była tkana może około 1850 roku). Przeżegnała się i rozkazała: "Masz Tobi nasz jagodziński strój! Mojeż Wujaszki, tak wbierali sie na nidzielu, jak mnie było sześć roków i wieźli mnie z mateńkoj du Lubomla, du kóścioła - to furmańczyk, tak był zestrojony!"

Wystroili mnie za tego furmańczyka - i tak się zaczęło!

Ta książka, której napisanie odkładałem wiele lat "dumając, że nie podołam opowiedzieć losy Przodków" zrodziła się nagle. Któregoś popołudnia w lipcu 2015 roku (rozsierdzony) na Ukraińców, że tak pohańbili historię Polski, pod Lubomlem na Wołyniu - powiedziałem do mego pisarczyka Michała: siadaj i pisz, ja sam nie dam rady, udźwignąć tyle bólu mordowanych Polaków. Ja to podyktuje - jak najprędzej, a ty pisz. Oni tam zza grobów Męczennicy Wołynia - domagają się prawdy o ich śmierci. Świat jest okrutny, nic nie zmądrzał, niczego się nie nauczył - a polscy politycy, gardzą historią narodu.

- Pisz! Pisz! Niech po nas zostanie ta łza pamięci. Potomnym o ludobójstwie ich dziadów, na skraju polskiej Ziemi (którą pierwszy opisał krakowski kanonik Jan Długosz, tłukąc się kałamaszką po wertepach z samego Krakowa aż do Rymacz. Tutaj stanowszy obozem - pomierzył wielkie jezioro i zapisał je w polskiej kartografii - Jezioro Rymackie.

Wokół tego jeziora: pacierze i pieśni moich Przodków od XIV wieku, od 1417 roku snuły losy życia. Oddaję Wam (powiedziawszy z szacunku, przez "Wielgie W") książkę naszych wspólnych losów, spokrewnionych rodów i staropolskiej historii Wołynia w samym kątku geografii, przy łęgach nad Bugiem. Zdaje się, że jest już dwie inne książki- rozpisane z pokutnego żalu. Może one, znalazłszy mecenasa, też ukażą się drukiem?

Do tej książki - poślijcie do mnie fotografie pomordowanych i żywych Waszych przodków. Za rok dwa, jak zbożnie pójdzie czas, wydamy wspólnie, jeszcze raz - rozszerzoną, opowieść o naszych, polskich losach pod Lubomlem na Wołyniu z fotografiami i opisami ich. Będzie to kolejny pomnik Polakom pomordowanym pod Lubomlem i żywym ich braciom, którzy cudem uciekli spod siekier i kul Ukraińców i wygnani po haniebnej wojnie, rozproszeni po Polsce i świecie - tęsknili i tęsknią do matczynych progów, ojcowych sadków i pradziadowych zagonów. Tu w tej książce wszyscy się spotkaliśmy - Ród w Ród! Jak i jeszcze się spotkamy nie raz, na ścieżce pośrodku drogi - w starym Lubomlu, gdzie w Jagiełłowych księgach zapisane na wieki. Bądźcie dumni jak dziedzice - wielkiej historii i starych Rodów polskich.

Zachęcam do czytania...

Z kresowym pozdrowieniem       
Krzysztof Kołtun